sobota, 30 sierpnia 2014

#18

Staliśmy tak przytuleni kilka minut, a ja znów czułam, że jeden człowiek może mnie ochronić przed całym światem.
- Wróć do łóżka, przeziębisz się.- cicho zaśmiałam się na jego słowa.
- Ciekawe przez kogo jestem na to narażona...
- Nie chciałem, żebyś wygniotła tę piękna sukienkę.- przygryzł wargę i uśmiechnął się do mnie uwodzicielsko.- spokojnie, robiłem to po ciemku, nic nie widziałem.
- a nie mogłeś mnie potem w coś ubrać?
- Wracaj do łóżka. Chciałbym ci wszystko wytłumaczyć.
- Wszystko?- zapytałam wchodząc pod kołdrę, nadal owinięta w koc.
- Wszystko.- polożył się obok i starał się znaleźć mój wzrok, ale ja mu na to nie pozwoliłam. Zirytowany złapał mnie za podbrodek i podniósł do góry. Poczułam jakieś dziwne uczucie w podbrzuszu a mój oddech przyspieszył. O nie. Tylko nie to. Zamknęłam oczy i złapałam go za nadgarstek starając się go odepchnąć.
- M-m-miałeś mnie nie dotykać, obiecałeś.- puścił
- Przed chwilą...
- Możesz to robić tylko w taki sposób jaki ja chcę.- to zabrzmiało egoistycznie, ale już taka byłam. Po tym wszystkim, boję się każdego mężczyzny, nawet mój ojciec nie wydaje mi się bezpieczny. Wiem, to głupie. Jestem świadoma, że mnie kocha i nigdy by tego nie zrobił, ale ja po prostu nie potrafię. Tamten facet mnie zniszczył. Zniszczył moją psychikę. Doszczętnie.
- Muszę mieć pewność, że mnie słuchasz.- wróciłam do rzeczywistości. Zielone oczy nadal znajdowały się na moich i wyglądały jakby szukały w nich odpowiedzi na jakieś pytanie.
- Zaufaj mi. Obiecuję, że będę cię słuchać.
- A czy... Czy mogę... Pozwolisz mi się przytulić?- na prawdę przejął się tym co mu wtedy powiedziałam. Nie odpowiedziałam tylko wtuliłam się w jego tors, zaczął pocierać ręką moje plecy tak, jakbym to ja miała mu coś wyznać.
- Nie wiem jak zacząć... To skomplikowane... Ale bardziej głupie z mojej strony... Kiedyś wróciłem do domu i nikogo nie zastałem, więc otworzyłem drzwi moimi starymi kluczami ukrytymi w jednej z donic znajdujących się przed domem. Siedziałem tam dobre pół godziny i oglądałem telewizję, gdy usłyszałem, że ktoś otwiera zamek, myślałem, że to mama, ale nie. Do domu wszedł mój ojciec a za nim jakaś kurwa, gdy tylko zatrzasnął drzwi rzucił się na nią i zaczął całować... Byli tak zajęci sobą, że jeśli nie uswiadomił bym im , że tam stoję, nie zauważyli by mojej obecności. Kiedy się od niej oderwał zaczął mi tłumaczyć, że to tylko taki mały skok w bok... Powiedział, że jak będę w jego wieku to zrozumiem, mówił, że to normalne po tylu latach małżeństwa... Dał mi pieniądze i kazał nie mówić nic mamie... Oczywiście ona nic nie wie, a ja dostaję regularnie kasę od ojca by jego romans się nie wydał- z każdą sekundą przyciskał mnie do siebie coraz mocniej.- dlaczego ja to robię? Jestem okropnym synem. I właśnie wtedy zacząłem pić. Czasem było tak, że byłem nietrzeźwy przez kilka dni. Wszczynałem bójki i zaplątałem się w narkotyki. Przepraszam. Ale przysięgam, wziąłem tylko raz może dwa, na tym się skończyło... Ale zdarza mi się handlować.- wyswobodziłam się z jego objęć i odwróciłam plecami. Doznałam lekkiego szoku, słysząc to wszystko. Ciężko było mi przytulać się do Kendalla wiedząc, że te same ręce, które niedawno trzymały broń i narkotyki, teraz obejmują mnie.- mam kontynuować?- szepnął tak blisko mojego ucha, że dostałam gęsiej skórki. Jego miętowy oddech dotarł do mnie chwilę później; zakręciło mi się lekko w głowie
- Nie, wystarczy. Mam tylko trzy pytania.- nie widziałam go, ale czułam, że znajduje się prawie nademną.
-Tak?
- Jutro odstawisz mnie do domu?
- Tak, przecież nawet nie wiesz gdzie jesteś. I mam nadzieję, że się nie dowiesz.
- To to znaczy?- zignorował mnie i nie odpowiedział - Dokończymy rozmowę jutro?
- Jeśli chcesz...
- Dasz mi coś? Jest zimno.- usłyszałam dźwięk zamka błyskawicznego i za sekundę miękka bluza znalazła się na mnie. Podniosłam się i szybko zarzuciłam ją na plecy, jeszcze szybciej zapinając.- Dziękuję.
- Teraz idź już spać.- wtuliłam się w poduszkę i naciągnęłam koc prawie na głowę. Kendall leżał jeszcze chwilę obok mnie, a potem wstał i wyszedł. Nie chciałam zostawać sama. Z jednej strony, źle czułam się z nim w jednym łóżku po tym wszystkim, a z drugiej czułam się bezpieczniej w jego obecności. Wierciłam się, ale miałam problem z zaśnięciem. Jedynie dzięki temu malutkiemu zegarkowi wiedziałam, która jest godzina i nie straciłam poczucia czasu. Po godzinie od wyjścia Kendalla coś zaczęło dzwonić. Według mnie mógł to być domofon i chyba się nie mylilam, ponieważ chwilę później ktoś zaczął pukać do drzwi. Wstałam i uchyliłam swoje drzwi, na moje szczęście były ukryte w bocznym korytarzu i nikt mnie nie  zauważył.
- Mama? Mike? Co tutaj robicie? Coś się stało?- w całym pomieszczeniu rozległ się dziecięcy płacz.
- Katelyn, obudziłaś się.- nie zauważyłam Dustina schodzącego ze schodów i prawie zeszłam na zawał.- Ładnie to tak podsłuchiwać?
- Nie podsłuchuję, szukałam łazienki.
- Drzwi obok- powiedział obojętnie i podszedł do blondyna, a ja zamknęłam się w swoim pokoju. Tej nocy jeszcze kilka razy słyszałam płacze i krzyki. Nie wiedziałam o co chodzi, ale na pewno nie zapowiadało się na spokój.

*******************
Rozdział znów krótki (wiem jestem do dupy) ale postanowiłam dodawać mniej więcej raz na tydzień (mam nadzieję, że mi się uda)

Chciałam Wam bardzo podziękować za te wszystkie kochane komentarze pod ostatnim rozdziałem kochani ♥ 


Macie taką małą pomoc (tak, robione w paincie, krzywe jak dupa XD) i nie bierzcie na poważnie proporcji tego wszystkiego hahaha



może kiedyś zrobię zakładkę z pomieszczeniami, nie wiem.

I polecam sprawdzić sobie zakładkę "bohaterowie" Powitajmy Dustina! :D

A ja już lecę pisać 19 rozdział, buziaki :*

a tutaj macie link do świetnego bloga :D lećcie czytać raz dwa! hahaha
http://way-of-feelings-fanfic.blogspot.com

środa, 20 sierpnia 2014

#17

- Wiesz, że to jest porwanie? Zgłoszę cię na policję!
- Ja cię nie porywam, sama wsiadłaś.
- Zmusiłeś mnie! Ja nie chciałam! Po prostu nie potrafiłabym potem żyć z tym kujonem na sumieniu! A tak do twojej wiadomości, to popsułeś najlepszy dzień w moim życiu!
- Zamkniesz się w końcu!?- zahamował ostro, a auto za nami ledwo uniknęło kolizji. Dopiero teraz spostrzegłam, że jesteśmy gdzieś na utostradzie. Wszędzie było ciemno, a pobliski las dodawał temu miejscu tajemniczość.
- Dlaczego się zatrzymaliśmy?- moja pewność siebie wyparowała w mgnieniu oka.
- Nareszcie zachowujesz się jak człowiek- uśmiechnął się- tylko mi ze strachu nie zemdlej.
- Dlaczego miałabym się ciebie bać!?
- Cśśś- jego palec znalazł się na moich ustach.- nic nie mów.- Kendall wysiadł z auta i obszedł je dookoła otwierając moje drzwi i wyciągając mnie z pojazdu, przerzucił sobie przez ramię.
- Puść mnie! Rozumiesz!?- uderzałam pięśćmi w jego plecy, ale on dalej szedł w las- Jesteś psychopatą!
-  Uważaj bo cię tu zostawię.- jego rozbawiony ton głosu strasznie irytował. Postanowiłam, że jeśli nic nie robi sobie z mojego gadania, przestanę mówić. Pozwalałam mu na spokojne doniesienie mnie do... Sama nie wiem czego. Po jakichś piętnastu minutach zauważyłam światła przydrożnych latarni. Miałam się bać? Czy może raczej powinnam się cieszyć, że mijamy innych ludzi, którzy mimo wszystko udawali obijetnych na moją sytuację.
- Jesteśmy na miejscu- zsunął mnie ze swojego ramienia, a ja szybko poprawiłam podwiniętą sukienkę.- nic nie powiesz? Co, kochanie?- na język cisnęło mi się pełno przekleństw oraz obelg w jego stronę. Ale przecież się do niego nie odzywam. Kendall wyjął pęk kluczy i otworzył drzwi znajdujące się od strony podwórza. Szybko udaliśmy się na trzecie piętro, a im wyżej byliśmy tym zapach alkoholu i papierosów stawał się intensywniejszy. Gdy blondyn otworzył jedne z trzech drzwi, dotychczasową woń zastąpił smród spalenizny, a ciemny dym wydostał się na korytarz.
- Jebany bekonie!-
- Ciebie też miło widzieć Dus.
- Sorki, chciałem zrobić coś do jedzenia, ale mi się trochę przypaliło...
- Mówiłem już, że ty i patelnia to złe połączenie? Popilnuj mi koleżanki, a ja to ogarnę.
- Siemka jestem Dustin.- przedstawił się i wyciągnął rękę w moją stronę, ale się od niego odsunęłam- niema?
- Ostatnio jak sprawdzałem to jeszcze mówiła.
- To chyba szok na mój urok osobisty.- uśmiechnęłam się pod nosem mimo tej identycznej sytuacji. Dustin nie był w moim guście. Jasne, kolczyki i tatuaże są okej, ale nie w takiej ilości.
- Sytuacja opanowana. Pomachaj tu jakąś szmatą i powinno się szybciej wywietrzyć.
- Z tym będzie problem... Nicole się wyprowadziła.- nie wiem kim była Nicole, ale chyba jej nie lubili ponieważ obydwoje ryknęli śmiechem.
- To weź jakiś ręcznik, a ja zaprowadzę Katelyn do jej pokoju. Chodź- kiwnął na mnie ręką- pokażę ci gdzie będziesz spać.- pokręciłam przecząco głową.- chodź.- dobra, tak szczerze mówiąc to bałam się tej sytuacji jak cholera. Było dwóch facetów i ja jedna malutka dziewczynka. Jestem na przegranej pozycji, więc nie mam wyboru.
- Nie chcę. Odwieź mnie do domu. Tu nie jest bezpiecznie. Ty nie jesteś bezpieczny. To miejsce jest niebezpieczne. Boję się. Dlaczego się tak na mnie patrzysz? Co zrobiłam źle? Dlaczego mnie prześladujesz?- podczas, gdy ja się nakręciłam, on podszedł do mnie i niespodziewanie przytulił.- Nie! Puść mnie! Nie chcę, żebyś mnie dotykał!  Jesteś straszny!- wyrywałam się, ale on nadal trzymał. Zaczęłam płakać.- proszę, zostaw mnie w spokoju.
- Spokojnie... Spokojnie... Nie denerwuj się... Nie płacz... Napij się...- posadził mnie na szafce na buty i przyniósł szklankę wody. Wypiłam ją szybko i pochlipbałam jeszcze kilka minut,potem poczułam, że moje powieki zrobiły się ciężkie. Mogłam się domyślić, że coś tam dosypał.
- J-j-jestes chujem...
- Tak tak, śpij dobrze- ledwo powstrzymując się od śmiechu wstał i wziął mnie na ręce. Zasnęłam.

=*=

Moje oczy gwałtownie się otworzyły; w całym pokoju panował mrok, a jedyne światło dostarczał elektryczny zegarek wbudowany w telewizyjny dekoder. Trzecia nad ranem. Prezspałam kilka godzin, ale wcale się tak nie czułam. Wielkie łóżko było już stare i skrzypiało przy każdym moim ruchu, a leżąc na materacu można było wywnioskować, że spał na nim jakiś mężczyzna, ponieważ był już wgnieciony w kilku miejscach. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do panujących ciemności zauważyłam, powiewające zasłony powieszone na jednej czwartej ściany. Natychmiast przeszedł mnie dreszcz; dopiero teraz zauważyłam, że jestem w samej bieliźnie. Owinęłam się w krótki, ozdobny kocyk leżący w nogach łóżka i jak najciszej wsunęłam się pod zasłonę by dotrzeć do okna. Zamknęłam je i przyglądałam okolicy. Po drugiej stronie znajdował się mały sklepik całodobowy otoczony laskiem. Jeśli dobrze by się przyjrzeć można zobaczyć za nim jakąś drogę szybkiego ruchu. Musiała to być jedna z biedniejszych dzielnic Los Angeles, nieliczne działające latarnie uliczne i zniszczony asfalt oraz chodniki. Tylko co w takim miejscu robił taki bogaty Schmidt?
- Mieszkam tutaj.- Chłopak stał przy łóżku skąd miał idealny widok na mnie, był inny niż ostatnio, w jego głosie słyszałam spokój i opanowanie. Mimo wszystko dokładniej zakryłam się kocem i zignorowałam jego obecność.- Słyszałem jak ktoś rusza okno, więc musiałem sprawdzić czy wszystko jest w porządku.- usprawiedliwił się.- Możemy porozmawiać? Jestem kompletnie trzeźwy i nawet cię nie dotknę, obiecuję.- Po tych słowach byłam już pewna; to nie był ten Kendall, który celuje w ludzi z pistoletu. To był Kendall, który sprawia, że czuję się bezpieczna i któremu potrafię powiedzieć wszystko. Jestem naiwna, wiem, ale nie potrafię zwalczyć tego uczucia, gdy mówi do mnie tak spokojnie, tak delikatnie.
- Katelyn?- miliony osób mogą wymawiać moje imię, ale tylko on sprawia, że nogi mi miękną i same się uginają. Odwróciłam się w jego stronę i podeszłam bliżej by móc go przytulić.
- Cieszę się, że wróciłeś.

*********************

Przepraszam za spóźnienie!
Ale jakoś nie miałam pomysłu jak napisać ten rozdział...
Wiem, ze jest krótki :c może następny wystawę szybciej by wam to wynagrodzić ;)
Co sądzicie o rozdwojeniu jaźni Kendalla? Którą stronę wolicie?

I teraz mam dla was niespodziankę!

Zaraz do szkoły!
Huraaaaaaaaa!
Hahaha okej tak naprawdę jestem pogrążona w żałobie z tego powodu :(

Eh, do następnego rozdziału :)

Następny rozdział - ok 5 września :)

sobota, 9 sierpnia 2014

#16

- Wyglądam w tym jak ciota!- Logan wykrzykiwał to już od rana, ale dzielnie z Beą i Marie to wytrzymywałyśmy
- Wyglądasz elegancko, nie marudź syneczku.
- czy możesz przestać mnie tak nazywać?
- Dla mnie zawsze już nim zostaniesz.- powiedziała i pocałowała go w policzek, brudząc skórę czerwoną szminką
- Na bank spodobasz się Joey.
- Na pewno jej się spodobam jeśli tego-pokazał na ślad, stworzony przez jego matkę- nie zmyję.
- W szafce powinny być waciki i jakiś płyn do mycia twarzy.- podpowiedziałam
- Dzięki Kay.
- Jasne- wybiegł
- Pora na ciebie, Katelyn, dlaczego jeszcze się nie ubrałaś?- Bea musiała dopilnować każdego szczegółu mojego wyglądu- Włóż sukienkę, a potem ułożę ci włosy.
- Nie mogę jej dopiąć- przyznałam
- Pokarz- przeszłyśmy do mojego pokoju i chowając się za drzwiami szafy nałożyłam na siebie materiał. Suwak ani drgnął, gdy chciałam spróbować jeszcze raz.
-Eh... Nie da się.
- Wszystko się da, ja spróbuję- podniosłam rękę, by Marie miała lepszy dostęp do problemu. Chwilę w nim pogrzebała i ku mojemu zdziwieniu, podciągnęła go do samego końca.- i już. Materiał podszedł pod suwak i się zaciął, nic takiego.
- Dziękuję.
- To teraz cię pomalujemy!
- Jejku, mogę to zrobić sama... Przeciagnę rzęsy i usta, wystarczy.
- Nie wystarczy
- Bea czy ty coś sugerujesz?
- Jasne, że nie, siostrzyczko! Tylko wiesz, będziesz wyglądać jak księżniczka!
- Dobra, rób swoje i już nie gadaj.- dziewczyna włączyła MTV i siegnęła swoją kosmetyczkę, a mama Logana zaczęła podkręcać moje włosy podgrzaną wcześniej lokówką. Szykowanie mnie zajęło im mniej niż dwadzieścia minut. Pół godziny przed balem James podjechał po mnie i Logana swoim autem.
- Pięknie wyglądasz- uśmiechnął się i założył mi na rękę biały kwiatek, pasujący do jego, którego włożył do butonierki.
- Dziękuję- podałam mu rękę i wsiedliśmy do auta. Po drodze pojechaliśmy pod dom partnerki Logana, Joey.

=*=
Nie sądziłam, że zwykły taniec może dać tyle radości. Moje buty na obcasie już po pierwszej godzinie szaleństw zostały zmienione na miękkie balerinki, by tańczyć jeszcze więcej. James również musiał się świetnie bawić, ponieważ nie zrobił mi awantury o to, że zatańczyłam jedną piosenkę z Mattem; kolegą ze szkolnej drużyny koszykówki. Sama nie wiedziałam jak to się stało, że pozwalałam mu trzymać mnie za ręce, a nawet w pasie. Nie byłam sobą, nareszcie zapomniałam o wszystkim; cieszyłam się chwilą. Już teraz wiem dlaczego wszyscy tak bardzo lubią dyskoteki, teraz rozumiem dlaczego chodzą tacy uśmiechnięci. Oni żyją, nie martwiąc się konsekwencjami. Z jednej strony jest to cholernie nieodpowiedzialne, a z drugiej... Każdy potrzebuje odsapnąć od problemów.
- Co tak siedzisz?- Logan usiadł obok- dlaczego jesteś smutna?
- nie jestem smutna, jestem zmęczona.- jejku, chyba pierwszy raz to zdanie nie było kłamstwem. By go upewnić posłałam najszczerszy uśmiech jaki potrafiłam- dziękuję, że przekonałeś mnie do przyjścia.
- A ja dziękuję, za to, że wcisnęłyście mnie w ten garniak, Joey jest zachwycona! A propos, idziemy na fajkę, nadal jesteś na odwyku?
- W sumie, to chętnie zapalę.- na twarzy chłopaka zaczęła malować się wygrana- tylko do towarzystwa!
- Jasne, jasne. Tego nie skończysz- wstał i pociągnął mnie za sobą. Za budynkiem stał już James razem ze swoimi kolegami z którymi graliśmy mecz, oraz Joey. Okazało się, że jeden z nich jest bratankiem dyrektora i przy okazji wizyty w Ameryce poprosił ich o zagranie kilku utworów.
- Kto to przyszedł! Podobno nie palisz.- zainteresował się Connor wyciagając paczkę Malboro w moją stronę.
- Do towarzystwa.- obroniłam podpalając zapalniczką Jamesa.
- Cieszę się, że wpadłaś
- Mówisz to jak byśmy nie przetańczyli przed chwilą jakichś stu piosenek.- uśmiechnęłam się i stanęłam obok owijając się jego ramieniem, a w moim brzuchu zrobiło się lekkie zamieszanie; motylki? Zaczerwieniłam się, ale przy jednej, słabo działającej lampie na szczęście nikt tego nie zauważył. Wszyscy wypalili papierosa wcześniej ode mnie, więc wrócili na parkiet, a ja obiecałam, że zaraz do nich dołączę. Niestety, ktoś nie miał zamiaru mi na to pozwolić.
- Katelyn, palenie szkodzi.- znajomy głos szepnął mi na ucho, a ja prawie dostałam zawału.
- Oszalałeś!? Chcesz mnie zobaczyć w trumnie czy co!?
- Przestraszyłem?
- Tak trochę?
- Sorki...- Kendall objął mnie i przyciągnął z całej siły do siebie, gdy podszedł do nas jakiś chłopak w okularach, pewnie siedzi cały dzień w bibliotece i to sprawi, że widzę go pierwszy raz w życiu.
- Co tu się dzieje!? Po pierwsze nie wolno palić w szkole i na jej terenie! Wiedziałem, że kiedyś uda mi się was złapać na gorącym uczynku! Tak cię zalatwię, że nie przyjmą cię na żadne porządne studia Katelyn!
- Czekaj czekaj... Skąd znasz moje imię?
- Chodzimy razem na hiszpański, z resztą, chodzisz z Maslowem, każdy cię zna- o, dobrze wiedzieć.- po drugie teren balu to teren zamknięty- zwrócił się do Kendalla, a mi ,mimo złości na blondyna, zachciało się śmiać. Co takie huherko niecałe metr siedemdziesiąt, może przy takim Schmidtcie.- dzwonię po dyrektora!- okej nad tym sie nie zastanawiałam. W pewnym momencie puscił mnie i sekundę później stał przy nim. Nie zauważyłam by w jaki kolwiek sposób go dotykał, ale ten zesztywniał. Pistolet.
- Katelyn, liczę do pięciu, a ty wsaiądź do auta. Zrób mi przysługę i proszę, nie każ naciskać spustu.
- Ty jesteś jakiś popierdolony! Szantażujesz mnie!? Co takiego ci zrobił, że chcesz go zabijać!?
- Nie chcę.- palcami odliczał kolejne sekundy- wsiadz do auta i daj mi torebkę.
- Co, teraz jeszcze torebkę chcesz!? Jak James...- wysunął piąty palec; kuźwa zapomniałam o tym odliczaniu; myślałam, że serce wyskoczy mi z piersi, chłopak stojący przedemną zacisnął oczy czekając na wystrzał. Nic takiego nie nadeszło. Zamiast huku usłyszałam jedynie ten jego irytujący śmiech.
- uwilbiam sobie pożartować- odsunął pisrolet od tego biedaka, a on opadł z nerwów na kolana i ledwo uchronił swoje okulary przed spadnięciem.- teraz go nabiję- wyjął z kieszeni jeden nabój i włożył do magazynku.- mam tylko jeden nabój, a ty masz pięć sekund kochanie. Rzuć torebkę, proszę.- miałam ochotę mu walnąć za to "kochanie", ale wolałam nie mieć nikogo na sumieniu i oddałam posłusznie moją kopertówkę.- grzeczna dziewczynka, teraz wejdź do auta i dam mu spokój- biedak, patrzył się na mnie swoimi oczami kujona, ale nie mogłam sie ruszyć.- trzy...- głośno odsapnęłam i jakoś udało mi się wejść do Jeepa, zatrząsnęłam drzwi i obrażona czekałam aż tu przyjdzie. Szepnął coś jeszcze temu chłopakowi z hiszpańskiego i biorąc moją torebkę usiadł za kierownicą.
- Fajnie, że się zdecydowałaś.- powiedział z satysfakcją w głosie i ruszyliśmy.

****************
Heloooo!
Miał być 8 no to jest 8 hahaha
Specjalnie dla was tak dupę spięłam i napisałam tą drugą cześć tak szybko :D
Dziękuję za wszystkie komentarze pod tamtym rozdziałem i witam nowych czytelników z których jestem tak bardzo zadowolna ^^ *fangirling*
Następny rozdział - ok 22 sierpnia :)

środa, 23 lipca 2014

#15

Jeszcze nigdy nie byłam tak szybko w domu idąc na piechotę, a raczej biegnąc. Zaparzyłam sobie herbatę i ruszyłam do mojego pokoju przemyśleć całą sytuację. Nie wiedziałam dlaczego tak bardzo się tym wszystkim przejęłam. Przecież to jego sprawa czy bierze narkotyki czy nie. Około godzinę później pod dom podjechał czarny Jeep, którego poznam chyba wszędzie. Blondyn wysiadł i pojazdu i opierając się o jego drzwi skierował wzrok w stronę mojego okna, uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic i wyjął swoją komórkę. Za chwilę dostałam smsa, oczywiście od Kendalla. Chciał ze mną porozmawiać. Zeskoczyłam z parapetu i zbiegłam na dół po schodach, gdy otworzyłam drzwi stał w takiej samej pozie nie licząc na tak szybką reakcje z mojej strony. Spojrzał na mnie słysząc trzask drzwi frontowych.
- Nie sądziłem, że...
- Odejdź.
- Katelyn... porozmawiajmy.
- Logan nie może cię tu zobaczyć, rozumiesz?- delikatnie się uśmiechnął.
- Nie wyrzucasz mnie z własnej woli...
- Rozumiesz!?- Byłam zdesperowana, on musiał mnie zostawić w tej chwili. Nie chciałam mieć z nim do  czynienia, ale nie potrafiłam. To on musiał się wycofać. W moim gardle zaczęła formować się wielka gula, a oczy zaczęły szczypać. Dlaczego jestem taka emocjonalna!?- Idź sobie!- chciałam go odepchnąć, ale złapał moje ręce, zanim zetknęły się z jego torsem.
- Pojedziemy do mnie i wszystko ci wytłumacz.- gdy zbliżył się poczułam gorzki zapach alkoholu
- Nie chcę nigdzie z tobą jechać! Piłeś!- łzy swobodnie spłynęły po moich czerwonych policzkach
- Tak, piłem. Dzięki temu wpadłem na genialny pomysł odwiedzenia ciebie. Nie rozumiem twojego problemu.
- Zachowujesz się jak dzieciak!- szarpałam się z nim, lecz był nie wzruszony moimi żałosnymi próbami ucieczki.- Odejdź, zostaw mnie, daj mi zapomnieć!
- Nie chcę, żebyś o mnie zapomniała...
- To już twoja sprawa.- Wykorzystałam moment, gdy jego uścisk się rozluźnił i odsunęłam sie na kilka kroków, po uwolnieniu moich rąk.- Za tydzień mam bal i zamierzam się na nim świetnie bawić, razem z Jamesem. Cześć.- odwróciłam sie na pięcie i odeszłam, z jego ust wyszło jedynie ciche "do zobaczenia" i sam również wsiadł do swojego auta, odjerzdżając. Zamknęłam drzwi na wszystkie zamki i udałam się do swojego pokoju. Otworzyłam duże drzwi białej szafy i ostrożnie wyjęłam z niej krótką sukienkę. Bea namówiła mnie do jej kupna twierdząc, że "grzechem było by jej nie kupić", lecz i tak czuła bym się bardziej komfortowo w czymś co zakrywało by większą część mojego nieidealnego ciała. Odłożyłam ją na łóżko i zdjęłam z siebie odzież dzienną. Jeszcze chwilę przypatrywałam się swojemu półnagiemu odbiciu w lustrze, po czym westchnęłam i wsunęłam na siebie brzoskwiniową sukienkę. Ku mojemu zaskoczeniu, zamek zapiął się jedynie do połowy. "Znów przytyłaś gruba świnio". W tym samym momencie usłyszałam kroki na schodach, podbiegłam do drzwi i zamknęłam je od środka.
- Katelyn, to ja, James. Logan powiedział, że mamy u ciebie z Carlosem posiedzieć, bo on ma koleżankę.- śmiech Carlosa przebił się przez moje drzwi.
- Zaczekajcie chwilkę!- jakimś cudem przeciągnęłam sukienkę przez głowę i rzuciłam ją na podłogę. By nie mocować się z ciasnymi rurkami włożyłam dresy wypadające z szafy i bokserkę. Szybko podeszłam do drzwi i odblokowałam zamek.- Cześć chłopaki, cześć Bea, co tak wcześnie?
- Zabraliśmy ją z parku.
- Nie byłaś u tego twojego... czekaj jak on się nazywa?
- Ma na imię Kevin, ale to ciota i już nie jesteśmy razem.- skoczyła na moje łóżko- ja z nim zerwałam, a on nie potrafi się z tym pogodzić i chce do mnie wrócić.
- Młoda, on cie chciał wciągnąć do auta.- zaśmiał się James.- miał zamiar cię porwać.
- Na jedno wychodzi.- westchnęła, a ja zaczęłam sprzątać moje rozrzucone ubrania.- Dlaczego ta śliczna sukienka leży na podłodze!?- przejęła się i podniosła ją wygładzając ręką.- To delikatny materiał!
- Znawczyni się znalazła- wzięłam sukienkę z rąk dziewczyny i odwiesiłam do szafy.
- Może tak piwko na rozluźnienie?- Carlos wyjął trzy brązowe butelki ze swojego plecaka.
- Nie będziesz przy niej pił! Ona jest za mała!
- Kay, mam szesnaście lat, powtarzam SZESNAŚCIE.- zaznaczyła
- No to co!?
- Kotek, ty w wieku szesnastu lat chodziłaś z Loganem nocą po jakiś melinach i...
- James, to nie jest powód żeby Bea przebywała w takich warunkach.
- Za późno- podszedł i szepnął mi do ucha.- Jedno piwo ci nie zaszkodzi.- uśmiechnął się i podał mi butelkę. Niechętnie wzięłam łyk i westchnęłam
- Co ja z wami mam...
- Raj, koleżanko, raj...- powiedział latynos, a wszyscy ryknęliśmy śmiechem.
- Raj to będzie za dwa tygodnie. Rodzice mają rocznicę i wyjeżdżają do Paryża na tydzień.
- Katelyn, to może przyjdziesz do mnie na ten tydzień? Oczywiście bedziemy tam w czwórkę, zrobimy sobie imprezę czy coś- powiedział widząc moje zmieszanie.
- Rozważę twoją propozycję.
- Mam nadzieję, że pozytywnie- warknął lekko poddenerwowany. Napił się i usiadł pod ścianą. Szybko włączyłam jakiś kanał muzyczny w telewizorze i usiadłam obok Jamesa by poprawić mu chumor. Wtuliłam się w jego ciało i za chwilę zostałam otulona jego umiesnionym ramieniem.

*******************
Dżizas!
Jeszcze nigdy nie cierpiałam na tak wielki brak weny!
Pięć razy usuwałam rozdział i ponownie go pisałam, masakra.
Tak, wiem, że jest krótki ;(

Bardzo ważna prośba
Nawet jeżeli już cię informuję o nowych rozdziałach napisz swój user z twittera bądź numer GG. W taki sposób nikogo nie pominę.

Jak by ktoś nie zauważył na blogu pojawił się nowy szablooooon :D 
Spodobał mi się ponieważ pasuje do Katelyn :)
Tam, tam gdzieś po lewo znajduje się lista blogów, które czytam. Nie obrażajcie się proszę, że nie ma tam kogoś. W wolnej chwili będę ją uzupełniać ;) wiele blogów mam zapisanych na telefonie i po prostu jestem zbyt leniwa by je przenieść hahaha
No ale nie powiem, wy też jesteście leniwi :/ widzę ile osób wchodzi na bloga, a ile go komentuje, no sorry :(

Następny rozdział - ok 8 sierpnia

środa, 9 lipca 2014

#14

*Kendall*

Myślałem, że mnie kurwica weźmie jak patrzyłem na tą całą scenę. Przechyliłem puszkę piwa i wlałem w siebie kolejną porcję alkoholu, na trzeźwo tego się nie da oglądać. Miałem głęboko w dupie to, że było jej z nim dobrze. Powinna być ze mną. Nigdy nic do niej nie czułem, ale od kiedy James zaczął się kręcić wokół Katelyn coś mnie szarpnęło. Nie powinna z nim być. Byłem tak cholernie zazdrosny, że miałem ochotę mu przyjebać za każdym razem, gdy ja dotykał, zwłaszcza wtedy, gdy tego nie chciała, na przykład teraz. Mogę się założyć, ze zaraz się rozpłacze. Trzy, dwa, jeden... i już. Ten pierdolony kutas na nią nie zasługuje, już ja jestem lepszy. Jeżeli w jakiś sposób można było nazwać mnie dobrym. Wysłałem Katelyn  smsa, muszę z nią dziś pogadać. Mam nadzieję, że nic się nie zmieniło i wraca do domu sama.
 - Wyglądasz jak pedofil chowając się w tych krzakach- usłyszałem drwiący głos za plecami
- Henderson.- no któż by inny
- Wydaje mi się czy wszystko już sobie wytłumaczyliśmy.
- Zluzuj, nie przyszedłem tu do ciebie. Mam sprawę do kogoś innego.- sprostowałem
- Mogę przekazać.- dziwne, jakiś spokojny był.
- Łącznie z rękoczynami?
- Mylisz, że przemocą coś zdziałasz? James ją kocha, a ona jego. Katelyn nigdy nie będzie twoja.- powiedział i delikatnie mnie popchnął- Nie pozwolę by moja siostra spotykała się z ćpunem.
- Jesli ja jestem ćpunem to współczuję Kay brata alkoholika.- nie zareagował tak jak się tego spodziewałem. Oczekiwałem pięści sunacej w moją stronę, a on jedynie zaczął się śmiać i odszedł. Już bym wolał żeby wszczął bójkę! Ten chuj się ze mnie śmiał! Chciałem mu przyłożyć, ale się powstrzymałem. Mam swoje zasady, nie atakuję od tyłu. Mimo wszystko mam jakieś resztki dobroci w sobie. Gdy Logan zniknął mi z pola widzenia, mój telefon zawibrował. Dustin. Przeciągnąłem palcem po ekranie by odebrać połączenie i przyłożyłem telefon do ucha.- Czego? 
- Dzwonił jakiś dzieciak, powiedział, że rozmawiał z tobą wcześniej i mam ci przekazać, że chce tyle ile uzgodniliście. 
- przedstawił się? 
- Ta, czekaj, mam to gdzieś zapisane...- w słuchawce usłyszałem dźwięk szeleszczącego papieru i po chwili Dustin odezwał się ponownie- Callaway.- wszystko sobie przypomniałem. 
- Rzeczywiście. Na kiedy go umówiłeś?
- Dziś o czternastej. 
- Dobra, ty go obrócisz.- już miałem się rozłączyć, gdy usłyszałem jak mnie woła 
- Dlaczego robisz interesy za moimi plecami? Stary, mieliśmy umowę. 
- Sorki, to była taka szybka sprawa. Miałem ci powiedzieć, ale jakoś nie było czasu... To dasz mu ten towar? 
- Jasne, ile? 
- W mojej szafce jest paczuszka podpisana jego nazwiskiem, dasz sobie radę. 
- Czekaj, czekaj... Nie powinienem przyjmować go w domu, gdy jestem sam. 
- Chłopie, szczeniaka się boisz? Zastrasz go trochę, a wyciśniesz z niego dwa razy więcej kasy- zaśmiałem się- zasłoń żaluzje, nakopć, postaw na stole whisky... Zesra się ze strachu jak to zobaczy. 
- Jasne szefie- zdecydowanie się rozluźnił- kiedy wrócisz? 
- Jeszcze nie wiem... Zależy. 
- Od? 
- Od Katelyn. 
- Ty się serio zakochałeś. 
- Ja nie kocham, zapomniałeś? 
- Oh, no tak, zapomniałem. Jeszcze jedna sprawa. Przyszedł list od Jul... 
- Nie przypominaj mi o tej suce- przerwałem- dobra, szybko, co chce? 
- Razem z Jasonem domaga się więcej... 
- Ja pierdole, jeszcze im mało?- ponownie nie pozwoliłem mu dokończyć. 
- Wiesz... Jason jest...- Rozłączyłem się, nie miałem ochoty na rozmowę na ten temat. Z resztą, jakim prawem czyta moją korespondencję? Zabrałem swoje rzeczy spod drzewa i zmieniłem miejsce moich obserwacji.

 \*/

 I jest mój cel. Słuchawki w uszach, Vansy i idealnie ciasne spodnie, które, niestety, były częściowo zasłonięte przez luźną bluzkę. Wysiadłem z auta i wyrzuciłem za siebie kolejną puszkę po piwie(Oh, jaki ja zły, jeżdżę po pijaku). Pewnym krokiem ruszyłem przed siebie i zaczepiłem dziewczynę delikatnym puknięciem w ramię. Zdjęła słuchawki z uszu, odwróciła się do tyłu, a na jej twarzy dojrzałem złość i dezorientacje. Logan nakłamał jej o mnie, a teraz pewnie nie chce mnie znać. Gdy tylko przypominę sobie jak dobrze nam razem było, jak obdarzyła mnie swoim zaufaniem i miałem ją tylko dla siebie... Chcę tego znów. 
- dostałaś smsa? Musimy sobie wytłumaczyć wiele rzeczy. To nie jest tak jak mylisz. Logan kłamie, nie wierz mu.- Chciałem brzmieć jak najbardziej przekonująco, ale alkohol w mojej krwi sprawił, że niektóre wyrazy przychodziły mi z trudnością i zmieniały się w bełkot. 
- Nie mów tak. Logan...- cofnęła się ode mnie, gdy przychyliłem się do jej twarzy 
- Logan okłamuje cię mówiąc ci, że się tobą bawiłem, czy cię wykorzystałem... 
- Skąd wiesz, że tak powiedział? 
- Katelyn, ja wiem wszystko.- nie mogłem oderwać wzroku od jej oczu. Ona też na mnie patrzyła, wydawała się podejmować trudną decyzję
- Udowodnij.- powiedziała i przerywając nasz kontakt wzrokowy zaczęła podciągać moje rękawy by dostać się do wewnętrznej strony łokcia. Zatrzymałem jej rękę łapiąc za nadgarstek. Chyba musiałem to zrobić zbyt mocno, ponieważ ugięły się jej kolana. 
- Przepraszam, nie chciałem by cię to zabolało.- kiedy podniosła głowę w jej oczach zabłyszczały łzy. Nie przypuszczałem, że spowodował to mój uścisk. 
- Narkotyzowałeś się- szepnęła sama w to nie wierząc. 
- Katelyn, to nie tak jak myślisz- starałem się nie okazywać jak bardzo bolały mnie jej łzy.- porozmawiajmy gdzie indziej- chciałem ją przytulić, ale ona zaczęła przecząco kręcić głową ciągle wpatrujac się w swoje buty; zrezygnowałem.- wyjasnię ci wszystko...- mówiłem coraz ciszej.- obiecuję...- zbliżyłem rękę do jej głowy by podnieść ją do góry, ale niespodziewanie wyswobodziła się z mojego uścisku i pobiegła w stronę domu. 
Nie goniłem jej. 
Chciałem dać jej czas. 
Kiedyś jej wszystko wytłumaczę. 
Kiedyś wszystko zrozumie.
A przynajmniej mam taką nadzieję.


 ***************************


Heloooooł! 

Jestem straszne zadowolona z tego rozdziału, a z końcówki tym bardziej, jest taka #Emiszjonal 
Na początku było opornie, ale kilka dni pod namiotem w kompletnej dziczy zdziałało cuda hahaha 
Teoretycznie to jest krótki rozdział... ale praktycznie macie go przed terminem :D
Dobra, a tak szczerze to następny rozdział też pojawi się raczej przed terminem, jakoś wenę miałam ;D
W sumie to nic ważnego nie mam wam do przekazania tym razem. 
Tak tylko przypomnę, że im więcej komentarzy pod rozdziałem tym większe prawdopodobieństwo, że rozdział pojawi się przed terminem ;)


  Następny rozdział - ok 25 lipca :)

czwartek, 26 czerwca 2014

#13

Ostatni miesiąc szkoły był dla mnie najpracowitszym miesiącem w całym moim życiu. Codzienna rutyna często działała mi na nerwy, ale gdy spotykalam się z Nim zapominam o wszystkim. Jego obecność w moim życiu przewróciła wszystko do góry nogami, ale byłam mu za to wdzięczna. W szkole nikt się ze mnie nie śmiał, nawet gdy byłam sama. Nie jestem pewna czy to Jego sprawka, ale na pewno miał w to jakiś wkład. Moje oceny poprawiły się z dnia na dzień, dzięki systematycznej nauce oraz ostawieniu imprez. Zamiast klubów wybieraliśmy  kino, spacery, albo po prostu siedzienie w domu i cieszenie się swoim towarzystwem. Oczywiście nie jest ideałem i zdarzają mu się dziwne zachowania, ale staram się przez nie dzielnie przebrnąć i szybko wymazać je z pamięci. Moi rodzice również bardzo Go polubili i nie mieli nic przeciwko naszym. Szczere mówiąc, sprawił, że nie chciałam by rok szkolny dobiegał końca, ponieważ wiązało się to z Jego wyjazdem. Oczywiście to jest Jego przyszłość, a nie moja i nie mogłam zatrzymać Go tu siłą, lecz uważałam, że w Los Angeles znalazł by równie ciekawe zajęcie.
- Katelyn!- usłyszałam za sobą stęskniony głos- Cześć!
- James!- pisnęłam i rzuciałam mu się na szyję.- Tęskniłam- mruknęłam i oplatając go nogami w pasie cmoknęłam w policzek
- Nie było mnie przez trzy dni- odpowiedział oddając całusa
- Trzy dni za długo...- uśmiechnęłam się na jego gest
- stary, nawet nie wiesz ile cię ominęło!- przerwał nam znudzony Logan- Carlos chyba znalazł sobie jakąś laskę!
- Serio?- zaciekawił się i odstawić mnie na moje miejsce na ceglany murku- akurat jak wyjechałem!?- oburzył się- to niesprawiedliwe!
- plotkary- powiedziałam pod nosem i z nudów zaczęłam rozglądać po szkolnym parkingu. Kujony, cheerleaderki, zakochana para, przyjaciółeczki...  Nic nowego. Mój wzrok zawiesił się w jednym punkcie i ocknęłam się dopiero, gdy poczułam ciepłą rękę na moim kolanie. Automatycznie ją strąciłam i wstałam z mojego miejsca. Spojrzałam w górę i dostrzegłam Jamesa- um... Przepraszam... Ja...- nic nie odpowiedział tylko z kamienną miną spojrzał się na mnie. Nie lubiłam, gdy był taki. Jego twarz nie oddawała żadnych emocji i wyglądał tak, jak by był zły, że wyrywam się od jego dotyku, dotyku pełnego pożądania i wspomnień. Rozmawiałam z nim kiedyś o tym, ale od kiedy jest bliżej niż 'kolega' pozwala sobie na coraz więcej. W takich momentach czułam się jak jego własność, którą miał na zawołanie. A przecież nią nie byłam, prawda? James był moim przyjacielem...
-Katelyn- powiedział przez zęby wskazując na miejsce, z którego zeszłam. Nigdzie nie mogłam dostrzec Logana. Niepewnie podeszłam bliżej i usiadłam na murku. Zadowolony złączył nasze dłonie i zobaczyłam kątem oka jak uśmiecha się pod nosem. Był z siebie dumny. Był dumny z tego, że się go słucham. Przecież to jest nienormalne. Powinnam mu się postawić, powinnam w końcu powiedzieć 'nie' ale nie potrafiłam. Bałam się, że znów zostanę sama. Poczułam jak moja szczęka zaczyna drżeć i szybko zacisnęłam oczy by nie wypuścić ani jendej łzy. Na moje nieszczęście James to dostrzegł. Stanął przede mną i złapał mój podbródek, ciągnąc go do góry.- dlaczego płaczesz?- Znów ten sam, pusty, bezuczuciowy ton. Nadal był na mnie zły za moje zachowanie.
- Zostaw mnie w spokoju- wysyczałam i wstając, odepchnęłam chłopaka, który cicho przeklnął. Szybko wbiegłam do najbliższej łazienki i zamknęłam się w wolnej kabinie. Zawsze wybieram tych złych, zawsze. Chyba jestem jakimś pieprzonym magnesem na zło, kłopoty i katastrofy. Dziwne, że kaktus w moim pokoju jeszcze żyje. Najpierw Kendall, który okazał się przestępcą i ćpunem, a teraz James- miły lecz gdzieś w środku, cholernie apodyktyczny. Starałam się uspokoić, gdy mój telefon zawibrował.
[Katelyn, nie płacz i nie przejmuj się tym dupkiem]
[Skąd masz mój numer?]
[nieważne, Katelyn, nie wierz w nic co inni ci o mnie powiedzą, błagam.]
Wiedziałam kto to, byłam tego pewna, ale mój umysł nie dopuszczał do mnie tej osoby. Kendall już dawno przestał dla mnie istnieć. By ponownie o nim zapomnieć, ogarnęłam się i wyszłam z łazienki. Lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie, ciągle miałam przed oczami wydarzenia z rana. Nie rozumiem dlaczego taki jest. Nie rozumiem dlaczego za każdym razem chce pokazać, że jestem jego. W domu nigdy się tak nie zachowywał, przy ludziach-owszem. Cały dzień udawało mi się unikać Jamesa i mojego brata lecz głupia lekcja biologii wszystko popsuła, cały mój wysiłek poszedł na marne. Zaraz po dzwonku niechętnie weszłam do klasy i zajęłam swoje stałe miejsce, gdzie był już James. Uśmiechnął się do mnie słabo i odsunął swoje rzeczy by zrobić miejsce na mojej części ławki. Lekcja szykowała się nudna, więc usiadłam jak najwygodniej na krześle i słuchając wkładu o anatomii płazów starałam się choć trochę odprężyć. Gdy moje ciało przyzwyczaiło się do nietypowej pozycji poczułam jak o mój łokieć ociera się kartka papieru.
[Nie chciałem sprawić byś poczuła się jak przedmiot, przepraszam, wybacz mi.]
Odczytałam wiadomość, szybko odpisałam i podsunęłam chłopakowi skrawek
[Jasne. Już ci wybaczyłam]
Muszę przyznać, że nie miałam pomysłu co innego mam mu niby odpisać, więc zostało mi jedynie to. Po zajęciach szybko opuściłam klasę lecz mój kolega zdążył mnie dogonić.
- Katelyn... Chciałem jeszcze raz cię przeprosić. Głupio wyszło...
- Spoko, James jest okej.- zapewniłam go.
- Wiem, że nie jest. Zachowałem się jak kutas...
- Ale widzisz, że twoje zachowanie jest złe, więc nie ma sprawy- wysiliłam się na uśmiech i ponownie ruszyłam przed siebie, ale James szybko dorównał mi kroku
- Kay, bo widzisz... Jest teraz ten bal na koniec szkoły i zastanawiałem się czy może nie chciała byś pójść na niego ze mną?- zatrzymałam się
- Bardzo chętnie- uśmiechnęłam się i pocałowałam w policzek
- Super!- przeszkodził mu dzwonek- resztę omówimy potem, okej? Muszę lecieć, cześć!
- Pa- pomachałam i patrzyłam jak odbiega. Kiedy znikł mi z oczu szybkim krokiem ruszyłam przed siebie opuszczając budynek szkoły. Logan wracał później, więc wracałam sama. Gdy byłam już w połowie drogi do domu, którą postanowiłam odbyć na piechotę, ktoś zaczepił mnie delikatnym puknięciem w ramię. Zdjęłam słuchawki z uszu, odwróciłam się do tyłu i od razu tego pożałowałam. Logan powiedział mi o wszystkich kłamstwach Kendalla i jego fałszywych intencjach w stosunku do mnie. Od tego momentu codziennie modlę się by nie spotkać go ponownie na swojej drodze. Gdy tylko przypominało mi się jaka byłam naiwna, jak obdarzyłam go zaufaniem...
- dostała smsa? Musimy sobie wytłumaczyć wiele rzeczy. To nie jest tak jak mylisz. Logan kłamie, nie wierz mu.
- Nie mów tak. Logan...
- Logan okłamuje cię mówiąc ci, że się tobą bawiłem, czy cię wykorzystałem...- przerwał mi
- Skąd wiesz, że tak powiedział?
- Katelyn, ja wiem wszystko.- powiedział głosem pełnym powagi, a ja zaczęłam wątpić w niewinność mojego brata, po raz kolejny.

*****************************************
SUPRAJS! HEHEHE
Tego się nie spodziewaliście!
Dodaję rozdział dzień wcześniej (oh, jaka ja kochana) ponieważ jutro miałabym z tym mały problem... wiecie, zakończenie roku itp.
Ten rozdział mi taki krótki jakiś wyszedł ale 
Mam nadzieję, że rozdział się podobał i że zobaczyliście wszystkie literki :D

No i oczywiście życzę Wam wszystkich ZAJEBISTYCH wakacji!
Pochwalcie się w komentarzu do której klasy zdaliście ;)

Ja skończyłam 1 gimnazjum wow jestem taka dorosła wow

NASTĘPNY ROZDZIAŁ-11 LIPCA :)

sobota, 14 czerwca 2014

#12

- Tak? I co? Nie będziesz mi mówił z kim mam się spotykać, a z kim nie!
- Spokojnie, Katelyn...
- Spokojnie!?- zadrwiłam- Jak mam być spokojna, gdy najbliższa mi osoba mnie okłamuje!?
- Katelyn, nie pierdol, że cię okłamuje!- warknął na mnie, a moje oczy zaszły łzami, kolejny raz tego dnia.
- Nie dość, że mnie, kurwa okłamujesz to jeszcze nie potrafisz się do tego przyznać!- krzyknęłam wychodząc z samochodu, stojącego już na naszym podjeździe.
- Katelyn, nie krzycz na mnie!
- Spadaj!- miałam ochotę krzyknąć mu coś innego, ale zauważyłam naszych rodziców obserwujących całe zajście przez okno. Szybko zarzuciłam torbę na ramie i skierowałam się w stronę drzwi
- Zaczekaj na mnie! Musimy porozmawiać!
- Kay, coś się stało? Czemu nie ma cię w szkole?- Próbował dotrzeć do mnie mój ojciec, niestety, nieskuteczne.
- Dajcie mi wszyscy spokój!- krzyknęłam po czym pobiegłam do swojego pokoju. Nie mam pojęcia dlaczego tak bardzo się tym wszystkim przejmuję... a to wszystko wina jednej głupiej rozmowy! Ze złości wyciągnęłam rękę po butelkę wody stojącą przy łóżku i rzuciłam nią o podłogę.- dlaczego to wszystko jest takie trudne...?- zaczęłam szeptać do pluszowego miśka- Dlaczego nie potrafię z nikim żyć w zgodzie, tylko wiecznie się kłócę? Dlaczego wszystkie ważne dla mnie osoby, odchodzą? Dlaczego to musiało przydarzyć się mi?  Przecież byłam grzeczna... do czasu, ale byłam.- W tym momencie wpadłam na świetny pomysł. Chyba jeszcze nie wszystko stracone, może jeżeli zmienię swoje postępowanie to... odzyskam chociaż jedną osobę. Chwyciłam mój telefon i wcześniej się uspokajając wybrałam numer do Jamesa. Za trzecim sygnałem w słuchawce odezwał się jego łagodny lecz męski głos.
- O co chodzi, Kay?
- Ja... Ja- moje emocje były silniejsze i ponownie zaczęłam szlochać- chciałam cię przeprosić za to co powiedziałam w s-szkole, nie chciałam...
- rozumiem, mnie też poniosło... nie płacz, proszę, przestań.- jego głos był przepełniony troską. Wcześniejsza złość kompletnie z niego wyparowała.
- czyli... dasz mi drugą szansę?- zapytałam z nadzieją.
- Jasne, tylko muszę lecieć na lekcje- zaśmiał się delikatnie- więc dam ci drugą szansę jak wrócę do domu.
- a, no tak, racja... to, do usłyszenia.
- wpadnę do ciebie po lekcjach.
- fajne, w takim razie do zobaczenia.- uśmiechnęłam się i zakończyłam połączenie. Byłam z siebie dumna, a z drugiej strony obawiałam się spotkania z Jamesem. Co jeśli to tylko podstęp? Jeżeli chce się ze mną spotkać tylko po to by się zemścić? Odepchnęłam od siebie te myśli i postanowiłam się uspokoić. Przejrzałam się w lusterku po czym stwierdziłam, że mogłam wyglądać gorzej i dzielnie zeszłam do salonu, gdzie siedziała cała moja rodzina. Kiedy weszłam tak po prostu do pokoju wyglądali jak by nie wierzyli własnym oczom. Byłam w pełni świadoma tego, że to wszystko zasługa mojego zmiennego nastroju, ale postanowiłam to zignorować i usiadłam na kanapie obok Logana, opierając się o jego ramie.
- Jak się czujesz?- zapytała zatroskana Marie. Pewnie Logan im wszystko odpowiedział. Kiedyś go zabiję. Spojrzałam na chłopaka z grymasem na twarzy, a on jedynie zaczął się śmiać.
- przepraszam, musiałem- odpowiedział dusząc się śmiechem na widok mojej miny. Mimo wszystko muszę przyznać, że dzień minął  nam naprawdę miło. Już dawno nie siedzieliśmy tak po prostu na kanapie przed telewizorem, ubrani w stare dresy, głupio wpatrując się w jakąś telenowelę. Nic specjalnego, ale przy wiecznie zabieganym trybie życia to jest coś. W momencie, gdy dowiedzieliśmy się, że Trevor zdradza Nancy zadzwonił dzwonek do drzwi. Niechętnie zwlekłam się z kanapy i je otworzyłam. przede mną stał James i szeroko się uśmiechał. Muszę przyznać, że na sam jego widok na mojej twarzy pojawił się, może nie równie duży, ale uśmiech.
- przejdziemy się?- zaproponował
- jasne, tylko muszę się przebrać
- oh, no dawaj, wyglądasz super.
- super?- nie rozumiem jak mogłam wyglądać "super". Miałam na sobie długie szare dresy  i zbyt dużą koszulkę Logana z nadrukiem  jakiejś drużyny sportowej.
- no wiesz, tak... na luzie- uśmiechnął się. On chyba na prawdę mnie lubi. W normalnej sytuacji, wypomnienie tamtej nocy w dodatku przy ludziach mogło by się skończyć na ostrym dyżurze, a w moim przypadku, traktuje to jak by o wszystkim zapomniał, a na dodatek mnie komplementuje 
- Wychodzę!- krzyknęłam do domowników i zamknęłam za sobą drzwi.
- Czy... czy to przeze mnie wyszłaś tak wcześnie ze szkoły?
- nie, to nie twoja wina. Źle się poczułam. Miałam bardzo niskie ciśnienie.
- a teraz jest okej?
- Tak, jest świetnie.
- to dobrze. Lubisz koszykówkę?
- dawno nie grałam, ale chętnie to zmienię- obdarzyłam go uśmiechem
- w takim razie zapraszam- powiedział i wskazał ręką na boisko znajdujące się przy plaży. Mimo wyjątkowo niskiej temperatury większość chłopaków biegała po nim w samych spodenkach. James kiwnął na mnie ręką bym podeszła bliżej. Chętnie ruszyłam w jego kierunku.- To jest Bradley...- wskazał na niższego od siebie chłopaka z kręconymi włosami- ...Connor...- Boże co on ma na głowie!? już ja mniej lakieru zużywam!- ...James...- gdy wymawiał jego imię zaczął się śmiać. Serio? Jak w przedszkolu. Kiedy "mój" James się uspokoił wskazał na ostatniego chłopaka- ...i Tristan- Tristan to chyba jedyny, który dorównywał Jamesowi swoim wzrostem.- chłopaki, to jest Katelyn- szybko podaliśmy sobie dłonie i  za chwilę podeszła do nas znana mi dziewczyna. Polly. 
- cześć Katelyn.- rzuciła wesoło
- cześć.
- znacie się?- zapytał zdziwiony 
- miałyśmy okazję się poznać- wyprzedziła mnie Polly- tu masz swój napój kotku.- powiedział i podała do butelkę, najprawdopodobniej, Connorowi, po czym chłopak odwdzięczył jej się buziakiem w policzek. 
- No to co? Gramy?- zaproponował Brad- chodźcie dziewczyny!
- pięć minut, okej?- krzyknęłam
- Jasne!
- Polly, możemy pogadać?
- oczywiście- uśmiechnęła się i oddaliłyśmy się trochę od boiska by nikt nas nie usłyszał- chodzi ci o wydarzenie z Santa Monica, prawda?
- no... tak.
- co chcesz wiedzieć dokładnie?
- wszyscy mówią, że Kendall- gdy wymawiałam jego imię nieświadomie się uśmiechnęłam- mówią, że on "nie jest taki jak mi się wydaje... Nic z tego nie rozumiem.
- To skomplikowane... Nie wiem czy chcesz wiedzieć, z resztą, nie sądzę, że był by zadowolony jeśli dowiedziała byś się wszystkiego ode mnie. Najlepiej spytaj jego.
- nie mogę.- zbierało mi się na płacz- wyjechał.- dziewczyna zdziwiła się na moje słowa. Widziałam, że chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała z tego i maskując swoje zmieszanie dodała- Jeśli jednak nie wytrzymasz, przyjedź do Santa Monica. pracuję tam to sobie pogadamy, a teraz wracajmy.- gdy stałyśmy już na betonowym boisku blondynka podeszła do mnie i wyszeptała mi na ucho.
- Lepiej zajmij się Jamesem bo ci ucieknie...
- bardzo śmieszne.- powiedziałam z ironią w głosie
- dobra, na plotki umówicie się później- podszedł James- dzielimy się!- poinformował resztę.- Ja będę z Katelyn, Bradem i...- udawał, ze dokonuje ciężkiego wyboru.
- weź mnie! weź mnie!- Zaczął podskakiwać w miejscu i machać rękami w powietrzu, na co cała grupa ryknęła śmiechem- dobra Vey, chodź- machnął na niego ręką
- tak!- ucieszył się chłopak.- ale czekaj... gramy trzech na czterech? to nie będzie nie fair?
- damy sobie radę... ja robię za dwóch- poklepał go po plecach w uspokajającym geście i zaczął się śmiać. Byłam ciekawa skąd oni się w ogóle znają... w szkole ich nie widzę, na meczach też nie... koniecznie muszę się go o to zapytać. Muszę przyznać, ze na początku gry nie szło mi najlepiej, ale na pozycji "rzucającego" sprawdzałam się świetnie. Graliśmy dobre, dwie godziny. To był świetny pomysł żeby zadzwonić do Jamesa. Rzadko wychodzę z domu i chyba powinnam to zmienić.
- Świetnie się bawiłam.- przyznałam kierując się z moim towarzyszem do mojej ulubionej budki z lodami i innymi zimnymi pysznościami
- cieszę się- odpowiedział z uśmiechem na twarzy nie odrywając wzroku od kolorowego menu wywieszonego przed nami- co dla pani?
- poproszę sorbet jabłkowy- powiedziałam po chwili zastanowienia
- w takim razie dwa sorbety jabłkowe- podał banknot dziewczynie za ladą. Szybko wykonała nasze zamówienie i za chwilę kierowaliśmy się już deptakiem w stronę mojego domu.- nigdy nie jadłem tak dobrego sorbetu!- wykrzyknął zachwycony James- a to dziwne bo przecież często tu gramy.- wzruszył ramionami i kontynuował swoją przekąskę.
- Skąd znasz chłopaków?
- kiedyś przyszli na boisko i się spotkaliśmy.
- nie są z Ameryki, prawda?
- nie, nie są- roześmiał się- ale po jakimś czasie można się przyzwyczaić do akcentu.
- mam nadzieję, bo jak na razie brzmią tak trochę śmiesznie.- spojrzałam na Jamesa i równocześnie zaczęliśmy się śmiać. Pogoda była świetna, więc zwlekaliśmy z rozejściem się do domu. Zahaczyliśmy jeszcze o skate park i plażę. Mniej więcej po godzinie stałam już pod moimi drzwiami.- Strasznie chciałam ci podziękować...
- Katelyn, nie masz za co. To ja chciałem ci dziękować za tak świetne popołudnie
- Głównie to chodzi mi o tą sytuację ze szkoły... nie miałam zamiaru tego powiedzieć...
- wybaczam ci. Już tego nie pamiętam- powiedział obejmując mnie. Zacisnęłam zęby i kładąc dłonie między nami udawałam nie wzruszoną jego gestem-przepraszam Kay, jeśli nie chcesz, albo coś to mogę...- zauważył, ze nie czuję się komfortowo.
- jest okej. Naprawdę. To nawet przyjemne.- uśmiechnęłam się delikatnie.
- do jutra, koszykarko.- zaśmiał się i mnie puścił
- cześć- posłałam mu uśmiech, po czym oddaliłam się. W momencie, w którym pociągnęłam za klamkę, zawróciłam i szybko dogoniłam chłopaka.- James!- krzyknęłam by się zatrzymał na co on szybko mnie posłuchał.
- coś nie tak?- zapytał zdezorientowany
- ja tylko...- zawahałam się, ale stanęłam na palcach pocałowałam go w policzek- dziękuję- powiedziałam z czerwienią na policzkach.
- przyjemność po mojej stronie- James ponownie wziął mnie w objęcia lecz tym razem pozwoliłam mu na swobodny kontakt ze mną, sama oplatając go w talii ramionami. Uścisk nie trwał długo, ale mimo wszystko spełnił swoją rolę. Puściłam chłopaka i bez słowa pobiegłam do domu, po drodze machając do niego na pożegnanie. 


*****************************************
Gdzieś na pewno brakuje kropek, wielkich liter itp. ponieważ chciałam jak najszybciej dodać rozdział, więc nie piszcie mi tego, bo wiem ;) 
Wiem, że mnie zabijecie, ale oceny się same nie poprawią :/ 
Mimo wszystko uważam, ze dzielnie znieśliście te dwa tygodnie i pięć dni!
W wakacje na pewno rozdziały będą pojawiać się wcześniej ;) 

Tak, tak, to na pewno wam się nie spodoba, ale oficjalnie ogłaszam, ze rozdziały będą się pojawiać co dwa tygodnie!

Czyli teraz czekamy na 27 czerwca *0* 

Kiedyś powstanie strona "Informowani" ale jak na razie proszę was napiszcie swoje usery z twittera albo numer gg (nawet jeżeli już cię informuję) z moją pamięcią jest coraz gorzej XD 
I proszę was, komentujcie nawet z anonima, to strasznie motywuje <3 
Do następnego rozdziału misie :)